Bloodborne: Gra karciana jest lepsza pod każdym względem niż społecznościowe wersje Dark Souls oparte na planszach lub na kartach. Oczywiście nadal będzie cię podciągał.

Yharnam nie jest wcale przyjaznym miejscem, a dzięki magii krwi nie wyobrażam sobie powrotu córki do domu z mieszkańcem miasta i znajduję to z zadowolonym uśmiechem – wybrane brzydoty zaludniają budynki w stylu gotyckim i wiktoriańskim . Tutaj można było doświadczyć tysiąca i jednego zgonów, a w zależności od ich wytrwałości, kilka triumfów odnieśli również ci, którzy próbowali szczęścia w grze wideo FromSoftware na PS4 na wyłączność z 2015 roku, Bloodborne. CMON jest teraz tak uprzejmy, że uplastycznił koncepcję Bloodborne w grę planszową, a Delta Vision oferuje to wszystko z węgierskim tłumaczeniem, więc nie może być bariery językowej dla każdego, kto wraca do Czarującego Więzienia w formie kart rozpocząć wielki pościg. Każdy, kogo odstraszają takie tłumaczenia, powinien oczywiście wślizgnąć się na oryginalną wersję w mgnieniu oka, ponieważ później może napotkać tylko cuda, takie jak szef, który zostanie „Bossem”, a ostateczny szef „Ultimate Boss”.

Nie było wczoraj, że kiedy zobaczyłem kampanię Dark Souls: The Board Game na Kickstarterze, którą natychmiast odrzuciłem, od razu dodałem swoje małe talary do masywnego stosu pieniędzy, z których twórcom udało się wywabić kilka minifigurek kieszenie fanów serii Dark Souls. Później zamawiałem też w przedsprzedaży Dark Souls: The Card Game, ale przyznaję fragmentarycznie, z jednej strony mogę policzyć, ile razy w końcu wyjąłem je ponownie po ich przybyciu z wielkim trudem. Właśnie rozpakowałem dodatki, które działają od kilku lat, nigdy nie ma z nimi gry. I jest tylko jeden nieskończenie prosty powód: mogę teraz spędzać bardzo mało czasu na kontaktach towarzyskich, a jeśli nadal spotykam się na imprezie z przyjaciółmi, chcę się dobrze bawić podczas gry. Z drugiej strony, gra planszowa i karciana Steamforged Games nie jest zabawna na dłuższą metę.

Powolna, kolekcjonerska, ślimacza rozgrywka w oryginalne gry wideo jest hitem, ale tutaj paralele zostały wymuszone, wszystko nie powinno być tak służalcze zniesione. A prawdziwy problem polega na tym, że w grach w pełni kooperacyjnych, nawet w grze planszowej i karcianej Dark Souls, znajdzie się jeden lub dwóch dominujących graczy, którzy zaplanują kolejne trzy rundy dla wszystkich i można szybko stać się biernym graczem w tym, co się stanie. Zwłaszcza w przypadku wersji gry planszowej jest zbyt związany, żelazny, a ze względu na dość skomplikowaną mechanikę czynnik zabawy szybko się kończy, a dzikie obliczenia przejmują zabawny projekt. Ale niech to wystarczy mojego osobistego rozczarowania, oto mamy teraz pracę innego producenta, którą przybijamy szybko, znacznie, znacznie lepiej.

Bloodborne: System gry karcianej jest również kooperacyjny, ale istnieje również konkurencja między graczami: walczymy razem z potworami, ale każdy może odebrać bestiom tyle punktów krwi (dokładnie „Blood Echoes”), ile zadają im obrażeń, i na koniec w grze posiadacz największej ilości krwi będzie absolutnym zwycięzcą. Naszym celem jest pokonanie głównego wroga, a w drodze do niego stoją nam na drodze mniejsze potwory i więksi bossowie. Dobieramy je z osobnej talii, a sami posiadamy własny zestaw kart, a zagrywając karty broni możemy trafić ranę na sieci Yharnam.

Śmierć jest integralną częścią rozgrywki, jeśli nasze punkty zdrowia spadną z ośmiu do zera, zostaniemy przeniesieni do miejsca o nazwie „Sen łowcy”, gdzie odzyskamy zagrane karty broni i oczywiście w pełni zregenerujemy się. Możemy się tu również przenieść w świetle naszej własnej decyzji: jeśli czujemy, że mamy już za mało kart, możemy przenieść się bezpośrednio do snu, grając osobną kartę. Kolejną ważną rzeczą jest to, że tutaj możemy quasi „oszczędzić”, to właśnie tam zebrana krew trafia do banku (inaczej, w przypadku naszej śmierci, całość trafia do kosza). Zbieramy nawet trofea po cięciu, co również będzie miało znaczenie w końcowej punktacji, a warto wspomnieć o czynniku szczęścia na poziomie wzmianki (potwory „rzucają” w nas obrażenia kolorowymi kostkami różnych niebezpieczeństw), ale o wiele więcej ekscytujące niż pytania o głębię zasad. mechanika.

Możemy niemal niezauważenie łamać pieprzyk pod nosem naszych towarzyszy podczas miażdżenia potworów i bossów bronią białą lub dalekosiężną. Czasem ich skrzywdzimy, mam na myśli przyjaciół, ale oczywiście to nie wszystko, co czaili się nasi kumple i odciągaliśmy większość krwi od obecnego przeciwnika, nie chcieliśmy niczego złego, kluczowy był duch zespołowy , ale jako ofiary okoliczności mieliśmy inne wybory (oczywiście nie, tylko takimi sztuczkami można wygrać grę).

I to od tych momentów Bloodborne będzie jak: Gra karciana, która nie byłaby problemem dla wersji Dark Souls: jest fajna dla każdego – nawet jeśli, tak jak ja, kochasz ten styl i nie masz nic przeciwko, że jest czasami podstępne, aby odnieść sukces. musi zostać przekształcony w mały kosz na śmieci. Jeśli sam kochasz świat Bloodborne, będzie to tylko specjalny dodatek do miksu, ale dziewice FromSoftware mogą również swobodnie wypróbować swojego partnera, ponieważ tu i teraz w końcu chcesz nie być kuszącym (a raczej nie po prostu) atrakcyjne, ale mechanika gry może być również śmiało wyładowana w oknie sklepu przez strażnika CMON. Tymczasem Bloodborne został już wydany w węgierskim dodatku The Hunters’ Nightmare, który tylko jeszcze bardziej rozszerza grę. To tylko kolejny argument przemawiający za odkupieniem biletów do Yharnam.