Czy technologia zabija nasze języki?.

Internet wniósł ogromny wkład w ludzkość, dając nam prawdziwe poczucie globalnej społeczności i rozległość wiedzy, która może konkurować z jakąkolwiek inną biblioteką, jaka kiedykolwiek powstała w całej historii ludzkości. Jednak niewiele można powiedzieć o jego wkładzie do słowników różnych języków. W tej epoce anglojęzyczni wszechobecnie zastępują „you” przez „u”, Rumuni zastępują „ca” przez „k”, Niemcy zastępują „liebe Grüße” przez „lg”, a hiszpańskie „también” jest wymazywane na rzecz z „tmb”. Co dokładnie to wszystko oznacza? Czy internetowy slang oznacza śmierć obiektywnego standardu języka?

Jak język ewoluuje

Przede wszystkim należy zauważyć, że język ewoluuje organicznie wraz z upływem czasu. Na przykład słowo „selfie” nie istniało przez tysiące lat, kiedy mówiono po angielsku. Oczywiście do niedawna w skali zapisanej historii nie było zbyt wielu przypadków robienia sobie zdjęć przez ludzi. Kiedy stało się to fenomenem, powstało słowo „selfie” jako skrót używany do opisania akcji w jednym płynnym, dwusylabowym wyrażeniu. Zajęło to trochę czasu, ale Oxford English Dictionary oficjalnie włączył to słowo do swojej wersji angielskiego leksykonu w drugiej połowie 2013 roku.

Czy technologia zabija nasze języki?

Jeśli brzmi to dla ciebie śmiesznie, dzieło Szekspira było najprawdopodobniej równie śmieszne dla strażników języka angielskiego w czasie, gdy publikował swoje sztuki. Został skonfrontowany z oziębłą naturą języka i stworzył nowe słowa, które zaspokoiły potrzebę czegoś bardziej kolorowego i wyrazistego. Należy zauważyć, że człowiek wymyślił ponad 1500 słów w ciągu swojego życia. Przykłady obejmują rzeczy, które dziś uważamy za oczywiste, takie jak „samotność”, „pośpiech”, „droga”, „z premedytacją” i „krwawy”. Nie wyobrażaliśmy sobie teraz mówienia po angielsku bez tych słów, ale zostały one wynalezione bardzo długo po tym, jak język nabrał kształtu.

A ty?”

Zastępowanie słów krótkimi skrótami jest z oczywistych powodów mile widziane w piśmiennictwie akademickim. Chcemy, aby pisma publiczne, takie jak ten, były jak najbardziej zrozumiałe dla jak najszerszego grona ludzi, bez zmuszania ich do odgadywania znaczenia skróconych słów. Jednak rozmowy międzyludzkie nie mają takiej samej wagi. Chociaż osobiście krzywię się na użycie „u” nawet w indywidualnych rozmowach, nie uważam tego za śmierć języka. Moment, w którym zaczynamy widzieć w sieci artykuły z poważnych publikacji pisanych tym samym potocznym skrótem, jest momentem, w którym powinniśmy się naprawdę martwić. Na razie nie wydaje się, żeby tak było.

Czy technologia zabija nasze języki?

Najczęściej spotykamy się ze stenografią w transkrypcjach sądowych lub zapisach SMS/IM.

Czy w ogóle powinniśmy się martwić?

Uczucie paniki jest bardzo naturalne w społeczeństwie, które czuje się komfortowo ze swoim sposobem mówienia. Na poziomie osobistym uważam, że język należy poprawiać tylko wtedy, gdy jest to przydatne. Jednak języki zawsze zmieniały się organicznie, czy nam się to podobało, czy nie. Prawdopodobnie pozostanie to status quo w nieskończoność. Nie mówimy już po łacinie ani staroangielsku. Niemcy subtelnie ograniczają użycie „ß”. Rumuni nie piszą już cyrylicą.

Czy technologia zabija nasze języki?

Język zawsze był – i zawsze będzie – uzgodnioną metodą komunikacji między wieloma jednostkami, której zasadniczym celem jest wzajemne zrozumienie. Na to, jak zdecydują się mówić po zakończeniu szkoły podstawowej, nie mamy wpływu.

Jak myślisz, jakie powinny być kryteria dla nowych słów w leksykonie twojego języka? Powiedz nam więcej w komentarzu!

Czy technologia zabija nasze języki?