Ponieważ koronawirus nadal rozprzestrzenia się na całym świecie, a słowa takie jak „COVID”, „SARS” lub „R0” wchodzą do codziennego języka, rośnie również debata na temat tego, w jaki sposób komunikujemy wszystko, co otacza epidemię. Nie brakuje obrońców, że żyjemy w środku przesadnej masowej histerii, ani głosów, które uważają, że niedocenianie wirusa jest ogromnym błędem. Najlepszym przykładem tej serii kontrowersji jest coś, co stale się powtarza: Czy naprawdę ma sens porównywanie koronawirusa do grypy?

My sami, kilka tygodni temu, zastanawialiśmy się, dlaczego wszyscy mówią o koronawirusie, skoro tylko wydaje się, że to jeszcze jedna „grypa”, ale prawda jest taka, że ​​od samego początku porównywanie nowego i stosunkowo nieznanego wirusa z innym, równie dobrze zbadanym jak od grypy jest ryzykowne. Zwłaszcza w pierwszych miesiącach, kiedy nasza wiedza o koronawirusie była jeszcze powierzchowna. Dlatego teraz, gdy dowiadujemy się więcej na ten temat, a debata społeczna zaostrza się, zastanawialiśmy się, czy naprawdę czeka nas jeszcze jedna grypa.

W jaki sposób te dwie choroby są podobne (i nie)?

Objawy Prawdą jest, że objawy (zestaw objawów i przejawów choroby) obu wirusów są podobne. Przede wszystkim we wczesnych stadiach choroby mówimy o obrazie zgodnym z ostrą infekcją dróg oddechowych o dowolnym nasileniu lub gorączką bez znanego źródła. Również w obu przypadkach infekcja może prowadzić do zapalenia płuc (infekcja, która rozpala przestrzenie pęcherzykowe w płucach) i, jeśli negatywna ewolucja trwa nadal, do zespołu niewydolności oddechowej (i posocznicy).

Śmiertelność Mając świadomość, że w tego typu schorzeniach bardzo trudno jest dokonać precyzyjnych obliczeń (zarówno ze względu na trudność w identyfikacji wszystkich przypadków, jak i ze względu na zmienność wskaźników w zależności od wielu czynników), możemy powiedzieć, że w przypadku grypy śmiertelność zwykle waha się między 0,04-0,1%. Jeśli spojrzymy na świńską grypę, liczby są nieco wyższe (i mogą osiągnąć 0,2%). W każdym razie bardzo daleko od wirusów takich jak SARS w 2003 roku, które osiągnęły 10%. W przypadku SARS-2, obecnego, maksymalne przedziały sytuowałyby śmiertelność w granicach 0,7-3,5%. Chociaż obecnie najbardziej prawdopodobnym według modeli epidemiologicznych jest to, że wynosi powyżej 2,2%

Zakaźność Nie tylko wydaje się bardziej zabójczy, ale także bardziej zaraźliwy. Podobnie jak w poprzednim przypadku, zmienność w zależności od okoliczności jest bardzo duża. Możemy jednak powiedzieć, że grypa sezonowa ma R0 na poziomie 1,3, podczas gdy SARS-2 wynosi od 1,4 do 2,5.

Okres inkubacji Z dotychczasowych danych wynika, że ​​średni okres inkubacji SARS-2 wydaje się nieco dłuższy niż grypy (3-7 dni dla jednego w porównaniu z 1-4 dla drugiego). Oczywiście protokoły (oparte na innych koronawirusach) nadal ustalają odniesienie 14 dni i istnieją udokumentowane przypadki, w których inkubacja trwa do miesiąca. Jest to jednak normalne: dla wszystkich chorób okresy inkubacji są szacunkami statystycznymi.

Czy porównanie ma zatem znaczenie?

Innymi słowy, jak możemy ocenić, czy porównanie grypy z koronawirusem ma sens? Prawda jest taka, że ​​jest to skomplikowane. Jest to nieco inny przykład „paradoksu sorytów”; To znaczy, do jakiego stopnia niedokładność i niejasność mogą być przydatne? A odpowiedź nie może być czymś więcej niż ogromnym i głośnym „to zależy”. W głębi duszy, jak broniła Delia Graff Fara ponad dwie dekady temu, musimy być tego świadomi koncepcje i porównania zmieniają się (i są artykułowane) wokół naszych celów.

Ta epidemia ma (lub może mieć) wiele wspólnego z grypą. Na przykład grypa jest ogromnym corocznym problemem zdrowia publicznego i istnieje możliwość, że ten wirus rozwinie się w coś podobnego. W ten sam sposób, jest wiele innych, w których nie może być bardziej inny, a porównanie go z grypą tylko pomaga jeszcze bardziej zdezorientować.

Na koniec, są przypadki (w większości), w których pozytywne i negatywne nakładają się na siebie. Częste porównywanie zgonów z powodu jednej choroby do drugiej może pomóc uniknąć masowej histerii, ale także sprawić, że środki higieny i kontroli będą postrzegane jako niepotrzebne. W końcu, bez względu na to, jak duża jest liczba zgonów z powodu grypy, wskaźniki szczepień pozostawiają wiele do życzenia. To, co nie ma sensu, to bezmyślne korzystanie z porównania.

„Piłka nożna” epidemiologii

Niemniej jednak, problem grypy wykracza poza epidemię koronawirusa. Przez lata widzieliśmy wiele chorób, które można porównać do grypy. Bez wątpienia najbliższym przypadkiem jest Ebola. I, w pewnym sensie, jest to zrozumiałe, że istoty ludzkie są stosunkowo kiepskie w myśleniu o procesach abstrakcyjnych i ogólnych.

Z tego powodu w prasie bardzo często można zobaczyć, w jaki sposób wielkość boisk piłkarskich jest wykorzystywana do informowania o wielkości rzeczy. Powszechne i ciekawe, ponieważ, prawdę mówiąc, niewiele osób wie, co właściwie mierzy boisko do piłki nożnej. Łatwo też natknąć się na „gigantyczną górę lodową” […] 22 razy większy od Manhattanu „albo innego” od La Rioja. ” Są heurystycznymi, niedokładnymi, ale funkcjonalnymi sposobami wymiarowania zjawisk.

Z tego powodu, gdy próbujemy zmierzyć rozmiar epidemii, uciekamy się do epidemii, którą mamy „bliżej ręki”, czyli grypy. Problem polega na tym, że w porównaniu z grypą prawie każda choroba, o której możemy pomyśleć, jest „lepsza”. Jest to nawracająca epidemia, która każdego roku zabija wiele tysięcy ludzi. Taki, który znormalizowaliśmy z impotencji, ale gdyby to się powtórzyło, wywołałoby kompletną katastrofę. W tym sensie kupuj epidemie z grypą może być zrozumiałe, ale w większości przypadków nie jest to uzasadnione.

Obrazek | Chris liverani