Czy jeden z największych klasyków Commodore 64, The Last Ninja, naprawdę został nam skradziony? W nostalgicznym artykule przypominamy, co się stało i co miał z tym wspólnego ojciec Mytha.

Ninja jest silniejszy niż ktokolwiek inny, nawet jeśli masz do czynienia z ośmioma innymi ninja. Każdy, kto był dzieckiem w latach osiemdziesiątych, zna tę starożytną prawdę dzięki klasykom z epoki VHS, takim jak Ninja, Revenge of the Ninja, American Ninja, American Ninja 2, American Ninja 3 czy – o tak – American Ninja 4. Tajemniczy wojownik Dalekiego Wschodu był jednym z najważniejszych bohaterów kinematografii kaset wideo (drugim jest komandos), który oczywiście zainspirował także branżę gier. A brytyjska firma zebrała jeden z największych sukcesów Commodore 64, The Last Ninja, dzięki swojej grze ninja.

Sprawcą był londyński System 3, którego przywódca Mark Cale w 1985 roku wymyślił, że marzy o dobrej przygodzie ninja. Firma istniała zaledwie kilka lat temu i nie odniosła takiego sukcesu w zakręcie jak seria Myth, Tusker czy Putty, ale wydała już jedną z najlepszych gier walki tamtych czasów, International Karate, więc mieli nazwę w branży. Ponieważ wszyscy w centrali byli zajęci innymi projektami, Cale zatrudnił zewnętrzny zespół – i tak się złożyło, że było to węgierskie studio deweloperskie. To zapoczątkowało trianon krajowego rozwoju gier wideo, ponieważ w sercach wielu ludzi dzisiaj Brytyjczycy „ukradli” nam naszego Last Nin.

Rysunek ninja w Budapeszcie

W połowie lat osiemdziesiątych na Węgrzech powstało imperium gier wideo Novotrade, gdzie kilka zespołów tworzyło gry zawodowo, często dla zagranicznych zamówień. W ten sposób System 3 nawiązał kontakt z Węgrami, a zamówienia brytyjskiej firmy (bo było ich kilka) w ramach Novotrade zazwyczaj otrzymywał zespół o nazwie Softview, kierowany przez Ferenca Ruzsę. On i kilku jego kolegów pojawia się również w filmie dokumentalnym Mole 4, a ja też rozmawiałem z nimi kilka lat temu o tworzonym artykule. Na podstawie wywiadów nie mogę twierdzić, że Brytyjczycy ukradli Węgrów, ale ważne jest, jak dotrwali do tego, co się stało. Ale fakt, że System 3 mógł być bardziej słuszny z deweloperami w Budapeszcie, jest faktem trudnym do zakwestionowania.

Prace rozpoczęły się, gdy Cale opublikował kilka podstawowych wskazówek – takich jak ninja bohatera, Armakuni, główny wrogi szogun Kunitoki i nie chcąc oglądać gry 2D – a resztę pozostawił Softview. Węgrzy przystąpili do pracy, co było dla nich większym wyzwaniem niż kiedykolwiek wcześniej. Klient poprosił o widok izometryczny, a z możliwościami technicznymi i graficznymi 8-bitowej maszyny sukcesu Commodore, która jest już skromna w dzisiejszych oczach, nie było łatwo pogodzić. Rozwiązaniem był silnik o nazwie Integrator, który uruchamiał stałe tapety, składając i rysując szczegółowo tło, blok po bloku – co ułatwiało programowanie ruchu ninja i otwierało nowe możliwości wykorzystania grafiki maszyny.

Jeden z grafików Systemu 3, Hugh Riley, spędził kilka weekendów w Budapeszcie, aby zobaczyć, gdzie są Węgrzy – i chociaż podobało mu się to, co zobaczył, miał również trudności z pracą. Po pierwsze, ten Softview był zaprogramowany w języku zwanym Forth, który był zbyt wolny i niewygodny. Ostatecznie z tego powodu, po prawie roku pracy Węgrów nad The Last Ninja, System 3 zabronił im udziału w projekcie. Gra została ukończona we własnym zakresie, ale programista John Twiddy musiał przepisać Integratora na inny język. Następnie, trzydzieści lat temu, gra została wydana w styczniu 1987 roku i nic nie wskazywało na to, że w jej powstanie zaangażowani byli Węgrzy.

Dzięki za nic, Cale!

I to jest oczywisty wieprz w historii Last Ninja: że System 3 nawet nie dał Softviewowi linii kredytowej, mimo że sam Mark Cale wspomina Integrator jako rewolucyjną innowację w Moles 4 i praktycznie przyznaje, że bez Węgrów The Last Ninja nie mógł się urodzić. Ponadto wspomnienia na przykład o finansach są już podzielone; Według innych firma zapłaciła poprawnie, inni pamiętają, że została przekazana zaliczka, którą następnie z uprzejmości spłacił jeden z szefów Novotrade, ale jest też były deweloper, który spogląda wstecz na historię wykorzystywania węgierskiego rozwoju gier – a ten artykuł na pewno się nie sprawdzi. do zrobienia.

Brak uznania jest również bolesny, ponieważ The Last Ninja było chyba najbardziej udaną grą na platformie, która nie była transkrypcją, ale została stworzona bezpośrednio na C64 (a potem oczywiście przeniesiona na milion innych maszyn). Wikipedia wspomina o dwóch milionach sprzedanych egzemplarzy, z czego 750 000 wyprzedano na samym C64 – to byłaby wtedy szalona ilość, ale Cale pamięta więcej. Według niego sprzedano cztery miliony z pierwszej części, ponad pięć milionów z sequela w 1988 roku i trzy miliony z trzeciej części wydanej w 1991 roku (ale to już tak duże liczby, że warto potraktować dane z zastrzeżeniami). Tak czy inaczej, trylogia Last Ninja odniosła ogromny sukces dzięki super grafice i muzyce dzięki fundamentom, które położył węgierski zespół. Jednak z perspektywy czasu mówimy mu również, że była to cholernie trudna gra, która wymagała wielu, wielu skoków w pikselach. Twiddy żałował tego z perspektywy czasu; jak powiedział Retro Gamer, kiedy programował i testował grę przez wiele godzin dziennie, miał wszystko we krwi, na przykład bez trudu przeskakiwał przez bagna i myślał, że tak samo będzie to łatwe dla graczy – a potem kiedy wyjął go ponownie kilka lat później, stawił temu czoła. to jest strasznie trudne.

Po trzeciej części prawie powstała czwarta. System 3 wpadł na niego kilka razy, ale potem okazało się, że to nic, bo C64 poświęcono jego wiekowi, a na późniejszych platformach brytyjska firma nie mogła już zręcznie postawić stopy. Niemniej jednak System 3 istnieje do dziś iw większości żyje ze swoich starych sukcesów. Do tego stopnia, że ​​machnął nim w zeszłym roku: na trzydziestą rocznicę ponownie wyda pełną trylogię, oczywiście w formacie dostosowanym do dzisiejszych platform. Byłaby to doskonała okazja dla Marka Cale’a do wypełnienia starej luki i uznania wkładu Węgrów na liście pracowników. Kickstarter miał ruszyć w lutym, ale na razie nic.

Sól banjo ninja banja

Last Ninja to ikona 8-bitowej kultury gier – wystarczy pomyśleć o legendarnym ninja o zakrzywionych nogach z pierwszego wydania Commodore World – ale jest bardzo wątpliwe, jak bardzo jego rozgrywka będzie się dzisiaj wyróżniać. Jednak muzyka w grze żyje przez ostatnie 30 lat. W trylogii nie było żadnych efektów dźwiękowych, a melodie dostrojone w tle zostały wybrane spośród najbardziej utalentowanych kompozytorów epoki C64: pierwszą część grali Anthony Lees i Ben Daglish, drugą Matt Grey, a trzecią Reyn Ou. Wykorzystali w pełni trzy kanały audio, a gwarancja na melodie nie wygasła, ponieważ jednym z ulubionych tematów fanów remiksujących i przetwarzających muzykę ze starej gry jest pozycja Last Ninja. Zespół Dragonforce – Guitar Hero III, przez ogień i płomienie? – np. zaczynał swoje koncerty w tym samym czasie od intro Last Ninja, a w sieci warto szukać aranżacji Press Play On Tape czy nawet węgierskiego SIDrip Alliane. W zeszłym roku skandynawski zespół rockowy FastLoaders z C64 wydał każdy utwór w orkiestracji muzycznej na żywo na trzech płytach CD o nazwie Ninja Musicology.

Jeśli Twój komputer, sprzęt, urządzenie mobilne, urządzenie inteligentne lub dowolny motyw dla geeków się porusza, to jest miejsce dla Ciebie!