Sam lubi potwory w kieszeni. Bardzo lubi też Pokémony. Dlatego niedawno wrócił do stolicy Wielkiej Brytanii, gdzie paradoksalnie przebywał głównie w hawajskich sferach.

Niektóre legendarne serie gier zawsze robią to samo, jeśli chodzi o design. The Legend of Zelda jest legendarnym (ha) przykładem tego: każda gra próbuje wprowadzać innowacje pod względem lochów i mechaniki, ale pod względem fabuły i celu w rzeczywistości wykonujesz ćwiczenie powtórzeń. I to jest w porządku; W przypadku Zeldy musisz także uratować księżniczkę i za każdym razem zakładać Ganon na swój miecz. To opowieść o ponadczasowej historii; taki, który zmienia się nieco za każdym razem, gdy ktoś go przekazuje. Podobnie Pokémon: każde pokolenie ma miejsce w innym kraju, zawiera różne potwory i jest zagrożone przez inną złą organizację, ale konfiguracja jest taka sama. Cel jest ten sam: pożegnaj się z mamusią, wyrusz w świat, łap potwory i zostań najlepszym. Jak nikt nigdy nie był.

Dziewica

Najbardziej uderzającą rzeczą w siódmej generacji Pokémonów jest to, jak trudno ośmiela się zerwać z prawie 20-letnimi konwencjami. Ostatnio grałem przez pierwsze dwie godziny Pokémon Sun & Moon w europejskim biurze The Pokémon Company w Londynie i było to doświadczenie, które wbrew wszelkim przeciwnościom było dość zaskakujące. Pokemony? Zaskakujące!? Ośmielę się powiedzieć bez cienia niepewności, że znam Pokémona bardzo dobrze. To franczyza, która zajmowała szczególne miejsce w moim sercu, odkąd po raz pierwszy wepchnąłem Pokémon Red do mojego klasycznego Game Boya (zwanego też „The Brick”), a w każdym następnym pokoleniu grałem z entuzjazmem 40-letniego… stara dziewica. kto potrafi tasować się z supermodelką. Pokaż mi Pokémona, a znam jego nazwę. A poza tym mogę ci przynajmniej powiedzieć, jakie są jego typy. Byłem mistrzem Holandii Pokémon Colosseum w 2005 roku, ok!? Dobra. (Lepsze czasy, ludzie. Lepsze czasy.)

Pęknięty

Więc jaka jest moja niespodzianka? Twoja mama nie zachęca cię do „pójścia do sąsiada i wybrania Pokémona”. Zabiera nawet dobre piętnaście do pół godziny, zanim będziesz mógł wybrać jeden z trzech nowych przystawek od danego profesora (twojego wujka Kukui). Początek gry polega na tym, że właśnie przybyłeś na Wyspę Melemele (jedną z czterech głównych wysp Aloli, Pokémonowego odpowiednika Hawajów) i nadal musisz przyzwyczaić się do tej nowej lokacji. Akcja nie zaczyna się, dopóki w końcu nie zdecydujesz się wyjść na zewnątrz i zobaczyć nieznaną dziewczynę zaatakowaną przez dzikie Pokémony na rozklekotanym moście. Jednak w przeciwieństwie do innych generacji Pokémonów, nie jest to czas, w którym powinieneś wybierać starter. Nie, przychodzisz z pomocą dziewczynie bez nawet jednego Pokémona po twojej stronie. I chociaż udaje ci się ją uratować, most zapada się, a ty wciąż na nim. Ups.

Duże usta

Wtedy pojawia się żółty błysk, a twój awatar zostaje uratowany przed pewną śmiercią przez boskiego obrońcę wyspy: Tapu Koko. Ten nowy latający Pokémon Elektryczny / Wróżka najwyraźniej rzadko się pojawia, ale zobaczył w tobie taką dobroć, że poczuł się powołany, by cię chronić. Świadkami tego łańcucha wydarzeń są Hala („Kahuna” z Wyspy Melemele; jeden z najsilniejszych trenerów) i jego wnuk Hau (który bez wątpienia stanie się twoim rywalem), którzy potwierdzają boski status Tapu Koko i witają cię jako potencjalnie wielkiego przyszłego trenera. Wtedy Hala pozwala ci wybrać między Rowletem Trawiastą Sową, Ognistym Kotem Littenem lub Wodną Pieczęcią Popplio, a profesor Kukui daje Ci zupełnie nowego Pokédexa z Rotomem. Twoja przygoda jako trenera Pokémonów naprawdę się wtedy zaczyna. (Nawiasem mówiąc, ten Rotom-dex jest świetny: zajmuje cały dolny ekran twojego 3DSa i nieustannie komentuje twoje działania. Po raz pierwszy w historii Poké masz Pokédexa z dużymi ustami. .)

Anime

Kiedy następnie opuszczasz Iki Town i przybywasz do Hau’oli City, naprawdę zdajesz sobie sprawę, o ile wspanialsza jest ta przygoda w porównaniu z Generacją Szóstą. Miasto Hau’oli to dopiero druga lokalizacja w Aloli, ale już teraz może mierzyć się w skali dzięki kultowym miejscom, takim jak miasto Lumiose czy miasto Mauville. Są tam sklepy, promenady, plaża, pojazdy, chodzące NPC… Chociaż nie można wejść do każdego budynku, to miejsce jest niesamowicie żywe i organiczne. Sprytny kawałek technologii, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wszystko działa płynnie na normalnym 3DS i że graficznie wszystko wygląda lepiej niż poprzednia generacja. Tym razem nie ma nawet stylu chibi (duże głowy, małe ciała), więc tylko ząbkowane krawędzie i czasem nieco niejasne tekstury zdradzają, że nie oglądasz anime. Fakt, że do działania tego wszystkiego nie jest potrzebna moc nowego 3DSa, jest zdumiewający.

Łamanie sekwencji

Jedyną rzeczą, która trochę mnie irytowała w mojej sesji gry, był fakt, że GameFreak, pomimo swojej głębszej historii i wspaniałej techniki, najwyraźniej nie znalazł rozwiązania na mniej wymuszone sposoby popychania graczy we właściwym kierunku. Na przykład w drodze do Hau’oli City chciałem skręcić w prawo, aby obrać alternatywną trasę i złapać kilka nowych Pokémonów, ale tę drogę zablokował jakiś dzieciak, który nie chciał się odsunąć. Już nawet nie wiem, jaka była jego wymówka; prawdopodobnie zgubił soczewkę kontaktową czy coś. Również w samym mieście Hau’oli linearny charakter moich poszukiwań został nieco za bardzo wepchnięty w moją twarz, gdy nie mogłem przekroczyć pewnego punktu, ponieważ na drodze był dziki Tauros. Są to niezwykle leniwe sposoby na trenowanie początkującego gracza we właściwy sposób (i nie pozwól, aby zaawansowana sekwencja graczy go złamała), ale biorąc pod uwagę, że mieliśmy o wiele fajniejsze sposoby na zrobienie tego w pierwszej generacji (Snorlax, ktokolwiek?) Nie byłem taki oczarowany tym.

Przerwanie gry

Na szczęście była to jedyna frustrująca rzecz w całej sesji; Sun & Moon zdołał mnie tylko przekonać, zaskoczyć, a nawet przytłoczyć w każdej innej dziedzinie. Gry zawierają nawet drobne dodatki, które znacznie usprawniają rozgrywkę, jak na przykład fakt, że obok wszystkich ataków jest to, czy będą superskuteczne przeciwko wrogowi (pod warunkiem, że trafiłeś już wroga tego typu atakiem). , oczywiście). Również ważne obiekty, takie jak Exp. Share (z którymi punkty doświadczenia są dzielone na każdego potwora w twojej drużynie), Quick Claw (za pomocą którego możesz czasami najpierw zaatakować atakujące Pokémony), a nawet kilka Great Balls, które wszyscy otrzymacie tym razem w ciągu godziny gry. A tym razem zostałeś uratowany przez Tapu Koko? To daje ci kryształ Z, dzięki któremu możesz ostatecznie wykonywać nie tylko dobrze znane Mega Ewolucje, ale także zupełnie nowe, cudownie przełomowe ruchy Z. Fakt, że Sun & Moon daje ci wszystkie te rzeczy tak wcześnie, pokazuje, że GameFreak chce, aby gracz grał jak najmniej, ale także, że jest niesamowicie pewny siebie w przekonującej dalszej części przygody.

Liderzy siłowni

Osobiście uderzyło mnie również to, jak wiele Pokémonów z drugiego pokolenia przemierzało Wyspę Melemele. Ledyba, Corsola, Luvdisc, Murkrow, Remoraid… Wszystkie Pokémony, które spotkałem w wysokiej trawie lub były częścią projektu poziomu (na przykład Luvdisc pływał w akwarium profesora Kukui). Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, czy to faktycznie coś znaczy, ale biorąc pod uwagę, że Pokémony z pokoleń od czwartego do szóstego były praktycznie nieobecne, było to naprawdę zauważalne. Dało się też zauważyć, że rozgrywka podzielona jest na dni, ala Yo-Kai Watch. Po pewnych wydarzeniach, takich jak uratowanie dziewczyny, gracz wrócił do domu spać, po czym przygoda kontynuowała następnego ranka. Dopiero okaże się, do jakiego stopnia to się powtórzy (ponownie: grałem tylko przez pierwsze dwie godziny), ale na początku gry jest to bardzo obecna funkcja. Podsumowując, te dwie godziny sprawiły, że poczułem się bardziej głodny niż kiedykolwiek, choćby dlatego, że jest to pierwsza generacja Pokémonów, która naprawdę czuje się zupełnie inaczej niż wszystkie poprzednie pokolenia. To znaczy, żadnych liderów siłowni!? Nie jesteśmy już w Kansas.