Chociaż programiści z listą ekranową mogą początkowo wydawać się nieszkodliwe, istnieje bardzo poważna stawka w tym, kto może się do niej dostać, a kto nie.

Odkąd świat był światem, prawdą jest, że artyści lubią w jakiś sposób odciskać piętno na swoich dziełach, udowadniając, że to właściwie ich dzieło. W przypadku obrazów są to dobrze znane sygnatury, muzycy dzielą dolny róg książeczki, a filmowców można zidentyfikować po długich listach pracowników. Oczywiście w przypadku gier wideo przyzwyczajamy się do nazwisk twórców znajdujących się na końcu opowieści, ale większość nie pomyślałaby, jak oczywiste jest zadanie kompilacji listy, a nie, że niektóre studia mają szczególnie szkodliwy Kultura korporacyjna. do niego, a kto nie. Oczywiście, aby naprawdę zrozumieć problem, musimy się trochę rozejrzeć, aby zrobić to obok.

Cena bezgłowego

Być może zauważyłeś, że listy obsady na końcu filmów wyglądają stosunkowo jednolicie, co nie jest wcale zbiegiem okoliczności: w przemyśle filmowym związki stoczyły wiele bitew o ścisłe zasady tworzenia obsady, aby żadne studio nie mogło wspinać się z wszelkimi zastrzeżeniami. przewyższa niektórych twórców, ale projektant gier Ian Schreiber mówi, że w branży gier nie ma takiej regulacji:

„Ani Apple, ani Nintendo, ani Steam nie mają żadnych ograniczeń co do tego, czy lista powinna być weryfikowalna lub dokładna, więc studia technicznie robią to, co chcą i nie ma konsekwencji ignorowania powszechnych konwencji. “

To samo w sobie nie brzmi jak tragedia, jakby się nad tym zastanowić, trudno znaleźć przekonujący powód, dla którego studio miałoby wykreślić czyjeś nazwisko z listy twórców, gdy nie ma z tego żadnych realnych korzyści, a może nawet boleć. jego reputacja.

Otóż ​​w rzeczywistości sytuacja jest zgoła inna, bo powszechną praktyką w kilku firmach jest to, że do listy można dodać tylko nazwiska deweloperów, którzy pracują w firmie w momencie premiery gry, co oznacza, że ​​setki osób przegapiłem listę gier. Jak na przykład. niezwykle udany Red Dead Redemption 2, który, spójrzmy prawdzie w oczy, bardzo dobrze sprawdziłby się w każdym CV.

Wcześniejsza wypowiedź Rockstar Games mówiła, że ​​ten system został wprowadzony, ponieważ chciał zmotywować deweloperów do „trzymania się mety”, co według mniej przyjaznej interpretacji oznacza, że ​​nie chcą przerzucać się na konkurencję. Chociaż firma w końcu pokazała te nazwiska w dobrze ukrytym zakątku strony internetowej gry, w wielu miejscach nawet nie działa tak bardzo, co oznacza, że ​​wielu programistów nie może udowodnić podczas ewentualnej rozmowy o pracę, że faktycznie pracowali nad grą. gry w swoim CV.

Gdy w urządzeniu nie ma zasilania

Teraz wyraźnie widzimy, że w świecie gier nie ma formalnych ani niepisanych zasad dotyczących list pracowników, ale dlaczego tak jest? Rozmawialiśmy wcześniej, że związki zawodowe nie mają tak dużego wpływu w branży gier, jak w branży filmowej, ponieważ tak wiele osób próbuje dostać się do branży, że po prostu nie ma nic, co zmuszałoby studia do wyboru spośród kandydatów członkostwo unijne. Oznacza to, że mogą stworzyć sytuację bez konsekwencji, w której deweloperzy, którzy nie chcą znosić nieludzkich warunków pracy poszczególnych firm, są po prostu karani utratą dowodów swojej pracy.

Nie pomaga też fakt, że zabawa z wykresami jest praktycznie jednym z najstarszych szkodliwych nawyków w branży gier: Atari w tamtym czasie nie pozwalało jednoznacznie na umieszczanie nazwisk twórców w grach, ponieważ obawiali się, że konkurencja wyśle ​​lepsze oferty utalentowanym twórcom. . Gdzieś, jak na ironię, jeden z najgorszych dzisiejszych wydawców, Activision, powstał właśnie w tym czasie właśnie dlatego, że pracownicy Atari byli zadowoleni z takiego traktowania i chcieli stworzyć firmę, która ceni pracę twórczą.

A co z docenieniem twórców gier?

Choć problem może wydawać się oczywisty, rozwiązanie wcale nie jest tak oczywiste. Chociaż IGDA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Twórców Gier) przedstawiło propozycję wytycznych kilka lat temu, dopóki związki nie zostaną wystarczająco wzmocnione, żadna firma nie może być zmuszona do przestrzegania tych wytycznych.

Innym ważnym pytaniem jest to, czy społeczność programistów będzie w stanie szerzej zaakceptować zalecenia.

Odpowiedź nie jest oczywista, gdyż koncepcja IGDA zawiera również punkty, które dają pole do indywidualnych opinii: jeden punkt to np. nazwiska twórców odpowiedzialnych za kreatywną wizję można przewidzieć, ale nie daje to żadnego wyobrażenia o tym, że wkład powinien być w takim stopniu, w jakim powinien być zadecydowany, co oznacza, że ​​pozostawia się go do uznania deweloperów lub osądu zarządców.

I to oczywiście nie jest realne rozwiązanie problemu, a profesjonaliści zaczynają to odczuwać wraz z innymi coraz bardziej palącymi problemami.